wtorek, 22 sierpnia 2017

Rok z Bullet Journalem

W lipcu minął rok planowania w Bullet Journalu. Czy będzie ich więcej? Na pewno :) Podzielę się dziś moimi przemyśleniami o tym systemie. Jeśli jesteś zainteresowany tym tematem, zapraszam do wcześniejszych wpisów:



Dwa miesiące temu zaczęłam swój trzeci notes. Polubiłam się z produktami Peter Pauper Press, jestem im wierna przez cały okres bujowania. Wiem, że w sieci królują kropki, ale mi tam wygodnie w liniach :) Mam słabość do ładnych notesów, a te zawsze mają fajne okładki.



Uwielbiam elastyczność tego systemu, jego nieograniczone możliwości. Zawsze mam to, czego akurat potrzebuję, bo sama projektuję każdą stronę. Na przykład teraz nie mam w notesie tygodniówek, tylko same dniówki, bo akurat tak mi wygodniej. A i same tygodniówki w trzech notesach wyglądały różnie, zobaczcie:

Najpierw było w poziomie, widać, że błędy mnie nie ominęły

Potem był pion i lista zakupów

Ale stwierdziłam, że lista zakupów mi niepotrzebna i jest tak
Czytałam wiele zarzutów, że Bullet Journal to strata czasu. Że żal go tracić na ozdabianie stron rysunkami i taśmami washi. Że brushpeny drogie są i trzeba mieć ładny charakter pisma. Wiecie co? Guzik prawda! To nie rysunki i kaligrafia są najważniejsze w tym systemie. To jest narzędzie, a jak je wykorzystasz zależy tylko od Ciebie. W moim Bujo nie rysuję, czasami przykleję naklejkę lub taśmę washi. Nie chcesz niczym ozdabiać? W porządku. Chcesz strzelić obrazek akwarelami? Też dobrze. To ma być Twoje, całkowicie spersonalizowane. Speszyl edyszyn for ju. 

I nie pytaj nikogo od czego masz zacząć i co kupić. Zapytaj siebie czego potrzebujesz. Planowanie długoterminowe? Kalendarz roczny. Nawyki do wypracowania, codzienne czynności do odhaczenia? Habit tracker. Ogólna lista do zrobienia w danym tygodniu? Zrób tygodniówkę, a dniówki odpuść. A jeśli nie jesteś pewien, po prostu spróbuj. Najwyżej w kolejnym miesiącu/tygodniu rozpiszesz wszystko inaczej. 



Jestem dla siebie pełna podziwu, że nie wykupiłam połowy papierniczego. Bo ja koooocham pisaki, cienkopisy, naklejki, taśmy washi, karteczki samoprzylepne. Mi jak na razie do planowania wystarczy to:

Z testów wynika, że Microny lubię najbardziej

Naklejki do planerów

Moja ogromna kolekcja taśm washi
Na tradycyjne kalendarze książkowe już nawet nie patrzę. Ładne planery jeszcze mnie kuszą (taki Carpe Diem na przykład, mężu jeśli to czytasz, to taki z miętową okładką na urodziny byłby super), ale jak zaczynam sprawdzać co mają w środku, to zawsze okazuje się, że czegoś mi brakuje, coś jest niepotrzebne, a tu bym układ zmieniła. Pewnie za jakiś czas się na coś skuszę, ale na razie zostaję przy moim BuJo.

Jestem maniaczką list wszelakich, dlatego idea kolekcji w BuJo bardzo mi się spodobała. To był chyba najważniejszy argument za tym, żeby zacząć bujowanie: mieć wszystkie listy razem, uporządkowane i zawsze pod ręką. Jednak wiele z moich list jest długoterminowych i nie chce mi się ich przepisywać do każdego kolejnego notesu. Dlatego postanowiłam przeprowadzić je do segregatora. Kupiłam piękny segregator od Projekt Planner i jestem w trakcie tworzenia. Bieżące, codzienne sprawy nadal będę planować w notesie, natomiast listy i kilka innych rzeczy będę rozpisywać w segregatorze. Nie wykluczam całkowitej przeprowadzki do segregatora, zobaczę co będzie dla mnie wygodniejsze. 









Prowadzisz BuJo? Masz inny ulubiony planer? Chcesz zobaczyć co oprócz list mam w segregatorze? Daj znać w komentarzu :)

piątek, 14 kwietnia 2017

Chciałabym/chciałbym zacząć prowadzić Bullet Journal, ale....- rozwiewam niektóre wątpliwości

Swoje BuJo prowadzę od lipca i wiem, że znalazłam swój organizer idealny. Ma wszystko to, czego akurat potrzebuję, bo sama decyduję co znajdzie się na każdej stronie. Z entuzjazmem opowiadam o nim swoim znajomym, wspominam na forach o organizacji czasu. Należę też do grupy fejsbukowej. Właśnie powtarzające się pytania z tej grupy i rozmowy ze znajomymi natchnęły mnie do tego wpisu. Może dzięki niemu ktoś niezdecydowany jednak spróbuje :)


A więc z jakimi wątpliwościami się spotkałam?
1. Nie umiem rysować, jestem za mało kreatywny/a
Wiem, że w mediach społecznościowych jest całe mnóstwo zdjęć BuJo, które przypominają szkicownik studenta ASP. Sama lubię je oglądać, zbieram na Pintereście inspiracje. Należy jednak pamiętać, że Bullet Journal to przede wszystkim narzędzie do organizacji czasu. Wszelkie rysunki, naklejki, tasiemki są opcjonalne.


2. Nie mam czasu na takie zabawy, takie rysowanie wszystkiego na pewno długo trwa
Może na początku tak, szczególnie jak się chce, żeby wszystko było równe. Ale jak już znajdziesz "swój" schemat wszystko idzie szybciutko. Rysowanie tygodniówki trwa u mnie kilka minut. Poza tym, skoro brak Ci czasu, BuJo by się przydało, żeby go zorganizować ;)

 
3. Ojej, co powinnam kupić? Który notes wybrać?
Zanim zaczniesz wydawać miliony monet na drogie notesy, brushpeny i zestawy do kaligrafii, weź pierwszy lepszy zeszyt i długopis. Sprawdź, czy ten system planowania Ci odpowiada. Fakt, na pierwsze BuJo kupiłam nowy notes, ale mnie nie można wpuszczać do papierniczego. No i mój notes kosztował jakieś 20 zł, nie był to od razu Leuchtturm1917, który kosztuje 3 razy więcej. 


4. Zacznę, jak tylko kupię jeszcze....
Tyle pięknych notesów, pisaków, uroczych naklejek i taśm washi. Najpierw zacznijcie prowadzić Bullet Journal, potem gromadźcie przydasie. Popełniłam ten błąd przy zabieraniu się za Project Life. Kupowałam karty, naklejki, ozdoby, a nie miałam nawet wywołanych zdjęć. Góra przydasi rosła, a album był pusty. Zacznij od pierwszego lepszego zeszytu i pisaka, z zakupami zawsze zdążysz. A wierz mi, jak się wciągniesz w bujowanie, to bez zakupów się nie obejdzie ;)


5. Co musi się znaleźć w BuJo?
To jest w tym systemie najpiękniejsze: nic nie musisz, wszystko możesz. Na początku zastanów się, czego potrzebujesz do organizacji czasu i to sobie rozrysuj. Gwarantuję, że modyfikacji nie unikniesz. Ja np. zrezygnowałam z indeksu i chyba 4 razy zmieniałam układ tygodniówki, zanim znalazłam ten najwygodniejszy dla mnie. Teraz wszystkie listy przenoszę do oddzielnego notesu, ponieważ wiele z nich jest długoterminowych i nie chce mi się ich przepisywać do kolejnych BuJo, ani w razie potrzeby grzebać w starych notesach. Ale do wszystkich rozwiązań trzeba dojść samodzielnie. A jak pomysłów brak członkowie grupy fejsbukowej na pewno pomogą. Kluczem do znalezienia odpowiedniego schematu jest próbowanie wszystkiego w praktyce. A jak coś nie pasuje? Przewracasz stronę i próbujesz od nowa.

Macie jeszcze jakieś pytania lub wątpliwości?

        

poniedziałek, 20 marca 2017

Wyniki rozdania!

Czas ogłosić do kogo powędruje egzemplarz Magii olewania. Wasze nicki zostały zapisane na karteczkach i zwinięte w ciasne zwitki. Niezależna i bezstronna maszyna losująca, czyli kot, wylosowała szczęśliwego zwycięzcę. Proszę o wysłanie mi adresu do wysyłki na maila prettylittlelibrarians@gmail.com, czekam do końca tygodnia. Gratuluję!

środa, 15 marca 2017

Chcesz poznać tajniki magii olewania? Czytaj dalej!

Dziś ma miejsce premiera książki Sarah Knight Magia olewania wydanej przez Wydawnictwo Muza. A o co chodzi w tej książce? Wszystko tłumaczy podtytuł: Jak przestać spędzać czas, którego się nie ma, z ludźmi których się nie lubi, robiąc rzeczy, których się nie chce robić.


Jeżeli tytuł i szata graficzna skojarzyła się Wam z książkami Marie Kondo, to skojarzenie jak najbardziej trafne. Sarah Knight zaczęła od posprzątania w mieszkaniu z pomocą poradników Kondo, a potem przeszła do sprzątania w życiu. Opracowała metodę "Zero Żalu", którą dzieli się w swojej książce. Ten poradnik pomoże Wam pozbyć się poczucia winy, pokaże jak olać to co nas nie obchodzi skutecznie, a przy tym nie wyjść na zołzę. Książka pełna jest dowcipnych, ale bardzo życiowych przykładów opisujących, jak zmiana priorytetów pomoże poprawić komfort życia i zaoszczędzić mnóstwo czasu i pieniędzy. Omawia oddzielnie 4 sfery życia: 
  • rzeczy,
  • pracę,
  • przyjaciół, znajomych i obcych,
  • rodzinę.



ROZDANIE
Jeśli chciałbyś otrzymać swój egzemplarz Magii olewania napisz mi to w komentarzu pod tym postem. Masz czas do poniedziałku 20 marca do godziny 12. Zwycięzcę wylosuję i ogłoszę tu i swoim fanpage'u również w poniedziałek ok. 21.00. Zapraszam do zabawy!

piątek, 10 marca 2017

Recenzja książki "SPORTSmama. Wróć do formy w 12 tygodni po porodzie"

 Czy ja już wspominałam, że urodziłam dziecko? ;)

Miałam ambitny plan ćwiczenia w ciąży, miałam być fit mamuśką. Cóż, życie zweryfikowało moje plany. Ciążę znosiłam źle, szczytem moich możliwości były ćwiczenia w szkole rodzenia 2 razy w tygodniu. W ciąży przybyło mi 12 kg, które w sumie już straciłam, ale wygląd ciała pozostawia wiele do życzenia. Córka ma już 4 miesiące, czas najwyższy więc się brać do roboty. Natchnienia do ruszenia tyłka szukałam w książce Aleksandry Rożnowskie SPORTSmama. Wróć do formy w 12 tygodni po porodzie.


Pani Aleksandra jest trenerką i fizjoterapeutką, a do tego mamą, która też musiała nieco się pomęczyć, żeby wrócić do formy. Jeżeli macie ochotę, odwiedźcie jej:

A teraz o samej książce. Będzie w punktach, bo starałam się opisywać wrażenia na bieżąco.
  • Poruszony temat ciąży, samopoczucia i dozwolonych aktywności. Od siebie dodam, że jeśli macie możliwość uczestniczenia w zajęciach w szkole rodzenia, to ja bardzo poleca. Nie tylko można się poruszać, porozciągać, ale przy okazji nauczycie się prawidłowego oddychania (baaaardzo pomocne przy porodzie) i ćwiczeń mięśni Kegla. 
  • Opisana aktywność po porodzie, pokazane ćwiczenia krążeniowe i przeciwzakrzepowe. Teoria piękna, ale jakoś nie widzę siebie ćwiczącej cokolwiek na oddziale poporodowym.
  • Opisane dwie bardzo ważne kwestie, których nie znajdziecie w "zwykłych" poradnikach odchudzania. Chodzi tu o wysiłkowe nietrzymanie moczu i rozstęp mięśnia prostego brzucha. te dwa problemy dotykają wiele kobiet po porodzie, nieważne czy rodziły siłami natury czy przez cesarskie cięcie. Przy doborze treningu bardzo ważne jest określenie, czy nastąpił ten rozstęp mięśnia, bo nie wszystkie ćwiczenia są przy nim dopuszczalne. Pani Aleksandra opisuje jak to sobie zdiagnozować i przy każdym ćwiczeniu na brzuch zaznacza, czy można je wykonywać. Pokazuje też ćwiczenia dna macicy, które pomagają pozbyć się problemu nietrzymania moczu.
  • Książka zawiera mnóstwo ćwiczeń, w tym trzy treningi z dzieckiem: na rękach w chuście i w wózku na świeżym powietrzu. 
  • Mamy rozpisany dokładny trening na każdy dzień 6-tygodniowego cyklu. Najpierw trenerka skupia się na prawidłowej technice wykonywania ćwiczeń, co baaardzo mi się spodobało. Opisane są przysiady, brzuszki i plank. Niby proste ćwiczenia, ale ich technika jest bardzo ważna.
  • Zamiast długich sesji cardio, pani Aleksandra proponuje tabatę i treningi HIIT, które są krótsze, ale świetnie spalają tłuszcz. A wiadomo, że przy małym dziecku czas jest towarem deficytowym. 
  • Wszystkie ćwiczenia są szczegółowo opisane i zilustrowane zdjęciami.
  • Mamy też kilka rad o planowaniu i odżywianiu.
  • Przyznaję bez bicia, że ostatni rozdział o infekcjach intymnych ominęłam.
 



Książkę oceniam bardzo pozytywnie. Porusza problemy, z którymi borykają się mamy wracające do formy i motywuje do działania. Skupia się bardziej na treningu niż na odżywianiu, ale podstawowe zasady zdrowej diety też tu są. Trening jest rozpisany dzień po dniu, nie musimy się zastanawiać, co dziś ćwiczyć. Ćwiczenia są bardzo dokładnie opisane i zilustrowane. I chyba działają, zajrzyjcie na bloga autorki, są tam zdjęcia z efektami innych ćwiczących mam. 


 
 Teraz tylko zostaje ruszyć tyłek :)

poniedziałek, 6 marca 2017

Niepozorne mydełko

Dawno temu stałam po coś w długaśnej kolejce w aptece. Z nudów oglądałam promocyjne produkty, wśród których wpadło mi w oko naturalne mydło z płynie z nanosrebrem i białą glinką z firmy Kropla Zdrowia. Kosztowało jakieś 6 zł, więc oczywiście zgarnęłam je przy okazji zakupów. Kiedyś już jedno mydło ze srebrem koloidalnym pojawiło się na blogu w ulubieńcach, dlatego stwierdziłam, że przetestuję kolejne. 


I ten impulsywny zakup okazał się strzałem w 10! Najpierw uratował mnie w ciąży. Zmasakrowało mi plecy, miałam ogromny wysyp ropnych, bolących gul. Smarowałam tym mydłem (no dobra, mąż smarował), zostawiałam na kilka minut i spłukiwałam. Plecy o wiele szybciej się goiły. Poza tym jest świetnym żelem do mycia twarzy i do tego go używam codziennie. W sumie sprawdza się też jako żel pod prysznic i do higieny intymnej. Dla mnie to jest must have w mojej kosmetyczce, świetny na wysyp pryszczy, uczulenia, podrażnienia. 



 Próbowałyście kosmetyków z nanosrebrem? Macie swoje typy?

czwartek, 23 lutego 2017

Japoński przepis na długowieczność - recenzja książki "Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia"

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o książce Hectora Garcia i Francesca Miralles spodziewałam się czegoś w stylu Hygge, tylko w wersji japońskiej. Wiecie, taki przepis na szczęście. Ale bardzo się myliłam. Książka Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia jest receptą na długowieczność. To właśnie w Japonii żyje najwięcej osób w wieku ok. 100 lat. Cieszą się przy tym dobrym zdrowiem i są nadal bardzo aktywni. Najwięcej takich osób mieszka na Okinawie, i to właśnie tam autorzy książki pojechali zgłębić sekret ikigai. Przeprowadzili setki wywiadów z dziarskimi japońskimi staruszkami, przy okazji wpadli na kilka imprez urodzinowych, na których ze względu na wiek jubilata nie wypada śpiewać "100 lat".

Ikigai można przetłumaczyć jako "szczęście płynące z bycia stale zajętym". Japończycy to naród znany ze swojej pracowitości. Nawet po przejściu na emeryturę zostają bardzo aktywni, nie porzucają ulubionych zajęć. Oddają się swoim pasjom, spotykają z przyjaciółmi, pracują w ogrodzie. I wiecie co, na pewno coś w tym jest. Niedawno umarł mój cioteczny pradziadek. Miał 104 lata. Bardzo długo był aktywny, chyba do 100 jeździł na rowerze. I to tak, że ludzie się na niego skarżyli, że jeździ jak wariat. 


 Książkę czytało się bardzo przyjemnie. Nie ma w niej pseudopsychologicznego bełkotu, nie znoszę takich książek. Wszystkie rady są dosyć proste do wprowadzenia w życie, choć niektóre wymagają samozaparcia. Wszystkie sprowadzają się do 10 zasad:
1. Bądź zawsze aktywny, nigdy się nie zatrzymuj.
2. Przyjmuj życie ze spokojem.
3. Nie jedz do syta (to taka rada specjalnie na Tłusty Czwartek 😝).
4. Otaczaj się dobrymi przyjaciółmi.
5. Do swoich następnych urodzin zadbaj o formę.
6. Uśmiechaj się.
7. Odnów swoją relację z przyrodą.
8. Bądź wdzięczny.
9. Żyj chwilą.
10. Podążaj za swoim ikigai.



Jeśli jesteście ciekawi rozwinięcia tych rad, sięgnijcie po książkę. Mi się podobała :)

 

wtorek, 24 stycznia 2017

Roczne podsumowanie czytelnicze

Jednym z postanowień na 2016 rok było przeczytanie 52 książek. Cóż, prawie się udało. W sumie mogłam lepiej wykorzystać czas, kiedy byłam na zwolnieniu, ale 50 książek to też dobry wynik. W sumie najlepszy od lat. Starałam się regularnie wrzucać na bloga miesięczne podsumowanie, tu macie linki:
Luty 
Maj 
Natomiast pełna lista prezentuje się tak (według kolejności czytania):
1. M. Kisiel, Dożywocie - podobno kultowe, mi nie podeszło. Nie sięgnę po drugą część.
2. E. E. Schmitt, Dziecko Noego - książek tego pana nie trzeba reklamować.
3. O. Gromyko, Rok szczura t.1 - bardzo lubię twórczość tej pani, bardzo polecam fanom fantasy.
4. R. Rowell, Eleonora i Park - dobra książka, ale Fangirl podobało mi się bardziej.
5. M. Warda, Miasto lodu - świetne!
6. J. Adelstein, Zemsta yakuzy - jak dla mnie mało udany reportaż, więcej macie we wpisie ze stycznia.
7. M. Stuhr, Stuhrmówka - bardzo fajnie się czytało, chyba dzięki poczuciu humoru pana Maćka.
8. A. Jadowska, Szamański blues - jestem wielką fanką serii o Dorze Wilk, dlatego musiałam przeczytać pierwszą część nowej serii. Czekam na kolejne części.
9. M. Szarejko, Zaduch - dawno mnie żadna książka tak nie zirytowała. Bo jak pochodzisz z małej miejscowości i mieszkasz w wielkim mieście to MUSISZ mieć z tego powodu wielkie kompleksy.
10. O. Gromyko, Rok szczura t.2.
11. A. Jadowska, Złodziej dusz - bo jak przeczytałam jej nową książkę, to chciałam sobie przypomnieć poprzednie :)
12. A. Jadowska, Bogowie muszą być szaleni.
13. A. Jadowska, Zwycięzca bierze wszystko.
14. A. Jadowska, Wszystko zostaje w rodzinie.
15. A. Jadowska, Egzorcyzmy Dory Wilk.
16. A. Jadowska, Ropuszki.
17. E. Zając, 30 dni do zmian - bardzo fajny poradnik, taka kompilacja najlepszych porad o wprowadzanie w życie zmian i minimalizmie.
18. Ch. Cho, Sekrety urody Koreanek - baaaardzo polecam, od przeczytania stosuję koreański schemat pielęgnacji.
19. A. Brashares, Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Rok później - bo uwielbiam filmy na podstawie tych książek.
20. M. Kącki, Białystok. Biała siła, czarna pamięć - bo mieszkam w Białymstoku.
21. P. Duckerman, W Paryżu dzieci nie grymaszą -  w nadziei, że dowiem się z niej jak "okiełznać" własne dziecko.
22. J. Ćwiek, Chłopcy 3. Zguba - uwielbiam całą serię.
23. C. Clare, Mechaniczna księżniczka - czytam wszystko tej pani, podoba mi się klimat.
24. A. Pilipiuk, Litr ciekłego ołowiu - całkiem udany zbiór opowiadań.
25. J. Glogaza, Slow life - kolejny poradnik, który polecam z całego serca. Idea slow life bardzo do mnie trafia.
26. K. B. Miszczuk, Szeptucha - suuuper!
27. P. Zagumny, Życie to mecz - bo lubię siatkówkę.
28. M. Kubasiewicz, Spalić wiedźmę - meh.
29. C. Clare, Pani Noc - połknęłam cegłę chyba w dwa dni.
30. M. Quick, Poradnik pozytywnego myślenia.
31. J. K. Rowling, Harry Potter i kamień filozoficzny - bo raz w roku trzeba Harrego przeczytać.
32. K. Rowling, Harry Potter i Komnata Tajemnic.
33. K. Rowling, Harry Potter i więzień Azkabanu.
34. K. Rowling, Harry Potter i Czara Ognia.
35. C. Whaley, Chłopak, który stracił głowę - rozterki nastolatka z przeszczepem głowy. A co. 
36. K. Hearne, Kołek na dachu - kolejne książki z serii Kroniki Żelaznego Druida jakoś podobają mi się coraz mniej.
37. A. Kamińska, Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak - bardzo ciekawa biografia. Chociaż jej audycji radiowych nie znosiłam.
38. E. E. Schmitt, Moje Ewangelie.
39. J. Ćwiek, Chłopcy 4 - buuu, to koniec serii.
40. M. Gabryś, Islandzkie zabawki - bardzo zła książka, nie wiem po co ją doczytałam do końca.
41. S. Monk Kidd, Sekretne życie pszczół - baaardzo polecam, film też.
42. J. Moyes, Zanim się pojawiłeś - chciałam wiedzieć o co tyle szumu w internetach i już wiem :)
43. H. James, O czym wiedziała Maisie.
44. Z. Szczerek, Przyjdzie Mordor i nas zje.
45. M. Quick, Niezbędnik obserwatorów gwiazd.
46. R. Riggs, Osobliwy dom Pani Peregrine - na pewno przeczytam pozostałe tomy.
47. M. Sapała, Mniej - nawet jak minimalizm Was nie interesuje, to bardzo ciekawa książka, opisująca eksperyment społeczny, który można streścić : kto w tym roku wyda mniej kasy.
48. K. Gaca, Obudź w sobie wojownika - poradnik motywacyjny, niby o odchudzaniu, ale nie tylko.
49. A. Jadowska, Dziewczyna z Dzielnicy Cudów - suuuuuper, nie mogę się doczekać kolejnego tomu.
50. K. B. M.Miszczuk, Noc Kupały - druga część Szeptuchy, tak samo dobra.

A Wam jak poszło czytanie w 2016? Polecicie coś? A może coś wybitnie Wam się nie spodobało?

 

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Nowy rok - nowy Bullet Journal

W sierpniu pisałam Wam z zachwytem o odkrytej przeze mnie formie planowania - o Bullet Journal KLIK. Ten system na tyle przypadł mi do gustu, że w 2017 będę go kontynuować. Z okazji nowego roku kupiłam nowy notes i wzięłam się za rysowanie.


Ponownie zdecydowałam się na notes z Peter Pauper Press. BuJo zwykle prowadzi się w notesach w kropki, ja jakoś przyzwyczaiłam się do linii, wiem już co jak rozrysować, idzie mi to szybciej. A to dość cenne przy niemowlaku. 


Jeśli chodzi o ozdabianie, to stawiam raczej na ładne, ozdobne pismo, jeden wiodący kolor (miętowy, ofkors) i naklejki. Lubię rysować, ozdabiać, kombinować, ale teraz nie bardzo mam na to czas. 


Zrezygnowałam z klucza i spisu treści, nie są mi potrzebne. Zrobiłam za to stronę tytułową.


Zaczęłam od kalendarza rocznego. Mam zamiar zaznaczać tu wszystkie zaplanowane wizyty u lekarza, urodziny, rocznice itp. 



Mam też zostawione miejsce na postanowienia i cele na 2017 rok. Nie ma ich dużo, ale mam nadzieję, że uda mi się wypełnić wszystkie. Też spisujecie postanowienia?



Zaczynam walkę o powrót do formy. Waga wróciła do poziomu sprzed ciąży, ale i przed ciążą przydałoby się zrzucić to i owo. No i muszę popracować na jędrnością. I po to właśnie jest ta tabela do kontroli pomiarów. Zawsze wolałam widzieć ubytek w centymetrach niż w kilogramach.


Ania z bloga Niebałaganka zainspirowała mnie do stworzenia harmonogramu prac domowych. Do tej pory sprzątałam całe mieszkanie w sobotę, ale przy małym dziecku ciężko wygospodarować tyle czasu na raz, szczególnie kiedy mąż akurat ma pracującą sobotę. Dlatego tak mi się spodobał system Ani, a macie go tu.

  
Każdy miesiąc zaczynam od kalendarza z miejscem na zaznaczenie ważnych wydarzeń, umówionych spotkań, wizyt itp.


Po kalendarzu jest Habit Tracker. To jego ostatnia szansa, chyba jeszcze nigdy nie wytrwałam z zaznaczaniem do końca miesiąca.


Nowością jest codziennik podpatrzony w BuJo Kasi z bloga Worqshop. Zaczęłam go prowadzić w październiku i spodobało mi się takie krótkie podsumowywanie dnia. Jak wcześniej pisałam, z braku czasu do ozdabiania używam teraz naklejek.



Po codzienniku mam tygodniówkę z ogólną listą zadań do zrobienia. W poprzednim notesie po drugiej stronie miałam listę zakupów i ważne sprawy na przyszły tydzień, ale w sumie okazały się zbędne. Teraz w tym miejscu mam plan posiłków. I to jest piękne w tym systemie: możliwość dostosowywania go i ciągłej modyfikacji.




Dniówki zostawiłam takie same jak w poprzednim BuJo, szybko się je rysuje.


Stwierdziłam, że kolekcje będę spisywać w oddzielnym notesie. Wiele z tych list będzie aktualna przez długi czas, więc ciągłe ich przepisywanie do nowego BuJo jest bez sensu. Dajcie znać, jeśli jesteście ciekawi tego notesu z kolekcjami.

A Wy w czym planujecie? A może też w Bullet Journal? Jeśli chcecie więcej informacji na ten temat, to polecam grupę na Facebooku Bullet Journal Polska. A morze inspiracji znajdziecie na Instagramie i Pintereście.