wtorek, 31 grudnia 2013

Postanowienia noworoczne

Marta
Niedawno odgrzebałam zeszłoroczną listę postanowień i bardzo się ucieszyłam: spełniłam wszystkie oprócz jednego (nie udało mi się przeczytać więcej książek niż w 2012r.)! Dlatego z jeszcze większym zapałem wzięłam się za tworzenie nowej listy. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale spisanie takich postanowień na kartce i wracanie do niej co kilka tygodni działa na mnie bardzo mobilizująco. Też tak macie? A więc garść moich postanowień:
1. Wyjść za mąż i nie zjeść paznokci ze stresu podczas przygotowań.
2. Przeczytać więcej książek niż w 2013 r. (w tym przynajmniej 5 z listy "do przeczytania w życiu").
3. Obejrzeć przynajmniej 5 filmów z listy "do obejrzenia w życiu".
4. Nauczyć się gotować.
5. Utrzymać dietę bez cukrową.
6. Przygarnąć kota.
7. Pracować nad angielskim.
8. Mniej czasu spędzać przed komputerem.
9. Pisać więcej postów na bloga.
10. Wiosną wrócić do biegania.
11. Trenować 3-4 razy w tygodniu.
12. Zrobić 50 pompek.
13. Rozciągnąć się: szpagatu nie zrobię nigdy, ale chciałabym dotknąć czołem do kolan ;)
14. Zrobić 50 burpees.
15. Przeprowadzić akcję DENKO, mam zdecydowanie za dużo kosmetyków.
16. Więcej czasu poświęcać na hobby: decoupage i scrapbooking.
17. Robić więcej zdjęć.

Do północy jeszcze długo, może lista się wydłuży. Początek roku to świetny czas na zmianę nawyków. Ja nie potrzebowałam żadnej "magicznej" daty, ale wielu ludzi szuka właśnie takiego specjalnego dnia żeby wprowadzić w życie jakieś zmiany. Ile razy mówiłaś/eś sobie: od poniedziałku, od przyszłego tygodnia, w następnym miesiącu już na pewno? Chcesz schudnąć, poprawić kondycję, żyć fit? Nie ma lepszej magicznej daty niż Nowy Rok, teraz nie ma już odwrotu :) Od jutra odstaw niezdrowe jedzenie, zapisz się na siłownię, albo chociaż zamiast siedzieć przed komputerem idź na długo spacer. Zdrowi ludzie żyją dłużej i szczęśliwiej.

Źródło

Ewelina
Nigdy nie zawracałam sobie głowy postanowieniami noworocznymi, bo znam siebie i swój słomiany zapał :) Dopiero w poprzedni Nowy Rok postanowiłam sobie, że będę miała postanowienie ;) Chciałam być aktywniejsza tzn. ćwiczyć więcej, biegać więcej i pedałować więcej :) I szok: postanowienia dotrzymałam, nawet w tym paskudnym okresie jesienno-zimowym. Bardzo dużą zasługę mają w tym dziewczyny w pracy, bo jedna drugą mocno dopingowała, a pytania w stylu "ćwiczyłaś wczoraj" były na porządku dziennym :)
W tym roku chciałabym:
1) przede wszystkim 2014 r. to rok magisterski! I to jest mój główny i najważniejszy cel!
2) wytrzymać w moim poprzednim postanowieniu. Może trochę je zmodyfikuje: chcę biegać więcej i pedałować więcej. Ćwiczenia jakoś mnie już nudzą :) 
3) wziąć udział w jakiś zawodach biegowych. Miejsce nie jest najistotniejsze, no może oby nie na szarym końcu ;)
Więcej grzechów nie pamiętam...


Staram się nie brać na swoje barki zbyt wielu postanowień, bo nie chcę mieć wyrzutów sumienia, że czegoś nie udało mi się zrealizować :)



wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Właśnie dziś, właśnie teraz jest idealny moment na złożenie Wam świątecznych życzeń.

Chciałybyśmy życzyć Wam - naszym wspaniałym Czytelnikom zdrowych, pogodnych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Spędzonych w gronie najbliższych Wam osób, z hojnym Świętym Mikołajem i stołem uginającym się od świątecznych potraw (niekoniecznie fit ;))
Aby te święta były najpiękniejsze z przeżytych dotychczas!


Żródło
Żródło
Źródło
Źródło

Marta
Małgosia
Ewelina
Wiola

niedziela, 22 grudnia 2013

Paznokcie tygodnia - zimowa inspiracja

Obiecałam Wam ostatnio zdobienie świąteczno-zimowe. Inspirowałam się wzorami norweskimi, mam nadzieję, że to widać :) Wystarczą dwa lakiery, cieniutki pędzelek do zdobień i nieco cierpliwości. Mam nadzieję, że się Wam podoba.



M.

wtorek, 17 grudnia 2013

Post ku przestrodze



Dzisiejszy wpis będzie zbiorem rad i wniosków czego nie powinniście robić  w swojej drodze do bycia fit. Ja zrzuciłam w sumie 10 kg balastu, ale zajęło mi to bardzo długo, bo jakieś 4 lata. Po drodze kg wracały i znów ubywały. Popełniałam mnóstwo błędów, robiłam różne głupoty. Teraz na samo wspomnienie niektórych działań robię facepalama. Dlatego zaprawdę powiadam Wam, nie idźcie tą drogą!



1. Dieta naprawdę ma znaczenie. Niestety sama aktywność fizyczna nie wystarcza, trzeba jeszcze zdrowo jeść. Nie mówię tu o restrykcyjnych dietach redukcyjnych, bo one też na dłuższą metę nie są zdrowe (patrz wpis o Dukanie). Zwracajmy uwagę jakie paliwo tankujemy do naszego ciała. I czytajmy etykiety. Krew mnie zalewa jak odchudzające się koleżanki zajadają jogurciki owocowe i musli fitness, bo to takie zdrowe i  mało kaloryczne. A w rzeczywistości to sam cukier. Tak samo za mała ilość warzyw w diecie (plasterek pomidora na kanapce się nie liczy) – a potem zdziwienie, że ma się zaparcia. Ale cóż, sama na początku potrafiłam tak się odżywiać, ale im szybciej się przestawicie, tym szybciej zrzucicie zbędne kg.


2. Jeśli chorujecie na coś (jak ja na niedoczynność tarczycy), nie pozwólcie aby stało się to Waszą wymówką. Ja bardzo długo tłumaczyłam sobie, że przecież tyję, bo jestem chora i cóż ja biedny żuczek mogę z tym zrobić. Ano mogę, ruszyć zadek i przestać narzekać. Mam kilka znajomych, również z tą przypadłością, które głośno narzekają, że przez tarczycę tak bardzo przytyły trzymając w łapce paczkę ciastek.


3. Jeśli jakaś aktywność Wam nie służy lub nie przynosi założonych efektów, rzućcie to w cholerę. Ja przez 10 długich miesięcy ćwiczyłam z Ewą Chodakowską wszystkie jej programy oprócz killera. I bardzo, bardzo tego żałuję! Efekty były niezadowalające, no ale przecież inne dziewczyny wstawiały na fejsie takie zarąbiste metamorfozy! Więc machałam dalej te skalpele i inne turba, wściekając się na nie działającą tarczycę. W końcu postanowiłam zmienić trening i po miesiącu musiałam kupić mniejsze spodnie, bo poprzednie mi z tyłka spadały. I nie, nie zmieniłam wtedy diety.


4. Nie bójcie się próbować nowych form aktywności. Ja strasznie długo się broniłam przed bieganiem, wzdrygałam się na samą myśl. A teraz to uwielbiam, a efekty są super. Nigdy nie miałam tak dobrej kondycji. I nie, nie urosną Wam wielkie łydki, od hantli czy pompek nie dorobicie się muskułów jak u Arnolda.


5. Nie spoczywajcie na laurach. Ja kilkakrotnie myślałam sobie „Już tyle zrzuciłam, mogę sobie pozwolić na te chipsy i browarna w upalny dzień”, „No przecież nic się nie stanie jak nie poćwiczę w tym tygodniu, tak mi się nie chce”. No i nie chciało mi się przez następne kilka tygodni, kilogramy wracały i trzeba było zaczynać od początku. A można było raz a dobrze, a nie jak ja – 10 kg w 4 lata. 

Źródło

Źródło

Źródło

M.

niedziela, 15 grudnia 2013

Paznokcie tygodnia - różowo mi

W tym tygodniu noszę na paznokciach różowe kropki. Zdobienie proste do zrobienia, a przyciąga wzrok. Można je robić w różnych wersjach kolorystycznych, można też na jednolity kolor pomalować paznokcie na palcu serdecznym i kciuku. Co tam się komu podoba. Ja zrobiłam na odwrót, bo mi się śpieszyło ;) 

 Nie patrzcie na skórki, jestem w trakcie regeneracji. Akurat kataloguję stare, zagrzybiałe książki i niestety odbija się to na wyglądzie dłoni. A do zdobienia użyłam:
Maybelline Colorama nr 06
Milani nr 46
Lovely Crystal Strenth nr nie mam pojęcia jaki, bo się starł
Bell French Manicure nr 01

Następne zdobienie będzie w klimacie świąteczno-zimowym. A jak się Wam podobają różowe kropki?
M.

czwartek, 12 grudnia 2013

Dostawa hydrolatów

Bardzo lubię kosmetyki naturalne, odkąd ich używam moja skóra wygląda zdecydowanie lepiej. Oczywiście drogeryjne smarowidła nie są mi obce i mam je w łazience, ale hydrolaty to co innego. Od kiedy po raz pierwszy zamówiłam je na Biochemii Urody (aloesowy i oczarowy) zakochałam się (a raczej moja skóra) i już nigdy nie kupię drogeryjnego toniku. Hydrolaty przelewam do butelek z atomizerem i spryskuję nimi twarz lub co tam potrzeba ;) Obecnie wykańczam hydrolat z nasion marchwi i kwiatu pomarańczy (oba fajne, marchewkowy ciut bardziej), więc zaopatrzyłam się w nowe. Tym razem zamówienie złożyłam w EcoSpa i na Mazidłach. Wszystkie kupiłam po raz pierwszy, ale jakbyście chcieli recenzję któregoś z nich, to dajcie znać. Tak wyglądają moje zakupy:

Jak widać, oprócz hydrolatów zamówiłam coś jeszcze, ale o tym za chwilę. Lećmy po kolei. Wszystkie informacje pochodzą ze strony producenta.

Wykazuje silne działanie detoksykujące, antybakteryjne, przeciwwirusowe, dezodorujące, oraz stymulujące cyrkulację limfy. Hydrolat szałwii jest również cennym i bogatym źródłem antyoksydantów. Szczególnie polecany do pielęgnacji cery mieszanej i trądzikowej. Ja mam zamiar go wypróbować przede wszystkim jako dezodorant.

Dla wszystkich rodzajów cer, a szczególnie dla cer wrażliwych, zniszczonych, naczynkowych oraz tłustych i trądzikowych, chroni przed promieniowaniem UV. Od kiedy wycofano mój ukochany hydrolat geraniowy szukam jego następcy. Geraniowy był genialny na naczynka, rano skóra była jednolita i uspokojona. Zobaczymy jak poradzi sobie głóg, bo kwiat pomarańczy mnie zawiódł.

Właściwości kosmetyczne hydrolatu truskawkowego:
*działa antyoksydacyjnie, czyli chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników;
*aktywuje procesy regeneracji skóry i przyspiesza gojenie podrażnień;
*nawilża, zwiększa elastyczność i jędrność skóry;
*odżywia i rewitalizuje skórę zmęczoną i przedwcześnie starzejącą się;
*działa delikatnie ściągająco i  zmniejsza pory;
*działa przeciwzapalnie, odkażająco i bakteriostatycznie;
*wspomaga gojenie trądzikowych stanów zapalnych;
*poprawia ukrwienie i koloryt skóry.
Moja buzia kocha truskawkę, więc jak tylko pojawił się hydrolat od razu powędrował do koszyka. Miałam już olej truskawkowy, maseczkę i ekstrakt z truskawki, wszystkie produkty bardzo dobre. Hydrolat pięknie pachnie świeżą, słodziutką truskaweczką.

Hydrolat o działaniu oczyszczającym i ściągającym rozszerzone pory, przeciwzapalnym i przeciwbakteryjnym; oraz dla cer suchych i starzejących się; jako tonik do skóry głowy, pomocny zwłaszcza przy łupieżu i podrażnionej, swędzącej skórze głowy; jako okład na podpuchnięte oczy. Kupiłam go głównie ze względu na zapach (ten z Mazideł pachnie ładniej niż z EcoSpa), mam zamiar używać go jako mgiełkę do ciała. Ale ściąganie porów też przetestuję

Właściwości kosmetyczne hydrolizatu keratyny:
*zwiększenie grubości i objętości włosów;
*wzrost elastyczności, nawilżenia i połysku włosów;
*zmniejszenie tendencji do rozszczepiania końcówek oraz lepsza rozczesywalność fryzury;
*wzrost wytrzymałości mechanicznej, sztywności oraz podatności na skręcanie i układanie włosów;
*zapewnienie włosom odpowiedniej sprężystości, elastyczności i miękkości;
*wzrost nawilżenia i elastyczności płytki paznokcia;
*wzmocnienie i utwardzenie płytki paznokciowej;
*zapobieganie łamaniu się i rozdwajaniu paznokci.
To już moja druga buteleczka keratyny. Dodaję ją do masek do włosów przed umyciem (obciąża włosy). Włosy są po niej gładkie i lśniące, wyglądają zdrowo. Smaruję też nią paznokcie, utwardza płytkę i pomaga na rozdwajanie się paznokci.

Olej żurawinowy zawiera ok. 65% niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT), a szczególnie należące do esencjonalnych kwasów tłuszczowych (EFA) kwas linolowy (35%) i alfa-linolenowy (30%), oraz witaminę E w postaci tokoferoli i tokotrienoli, fitosterole (głównie beta-sitosterol), fosfolipidy i minerały. Olej wykazuje wybitne działanie odżywcze, immunostymulujace, przeciwalergiczne, regeneracyjne i przeciwstarzeniowe. Wpływa korzystnie na strukturę i wygląd skóry, która staje się bardziej elastyczna i uzyskuje ładniejszy koloryt, a wszelkiego typu podrażnienia i chorobowe stany zapalne (łuszczyca, AZS, egzema) ulegają złagodzeniu. Od kiedy przeprowadziłam się do miasta moja cera ciągle jest przesuszona, łuszczy się i straciła ładny koloryt. Mam nadzieję, że żurawinka mi pomoże.

Zapas mam na długo, ale wolę raz wydać kasę i mieć spokój. za to wszystko zapłaciłam 75 zł razem z przesyłką. A teraz nie mogę doczekać się testowania.
M.

sobota, 7 grudnia 2013

Swiss ball, czyli piłka do fitnessu



Już od jakiegoś czasu chciałam sobie sprawić piłkę do fitness. Słyszałam i czytałam o niej wiele dobrych opinii. Kilka tygodniu temu wybrałam się do Intersportu (czy tylko mnie obsługa ignoruje w takich miejscach? Wiem, że na fitnesskę nie wyglądam, ale heeloooł!) i zakupiłam owy wynalazek. Mam za sobą już kilka treningów z jej udziałem i mogę podzielić się pierwszymi wrażeniami:
  • Może z powodzeniem zastąpić ławeczkę do ćwiczeń, ja próbowałam na razie rozpiętek, wznosów tułowia i spięć brzucha.
  • Nie umiem tego wytłumaczyć, ale jakoś bardziej czuję mięśnie brzucha ćwicząc na piłce, miałam następnego dnia zakwasy, co już dawno się nie zdarzyło.
  • Ćwiczenia wykonuję wolniej i dokładniej. Chyba dlatego, że muszę skupić się na ruchu, żeby nie zlecieć z piłki.
Jeszcze nie próbowałam bardziej „wymyślnych” ćwiczeń z piłką, ale testy trwają ;) W najbliższym czasie spróbuję propozycji Agaty KLIK

Tak wygląda moja piłka. W zestawie była pompka, bardzo to ułatwia sprawę. Koleżanka ma bez pompki i nadmuchuje ją przy użyciu…rozkręconego długopisu.





Przy wybieraniu piłki należy pamiętać o dobraniu odpowiedniej średnicy do swojego wzrostu. Na obrazku mała ściąga:

Źródło     
Zdecydowałam się na ten zakup, ponieważ praca bibliotekarki obciąża kręgosłup, albo siedzimy przy biurku albo przerzucamy ciężkie tomy i ciągamy wózki wypełnione książkami. Już samo siedzenie na piłce (np. podczas oglądania tv) odciąża stawy i wymaga trzymanie prawidłowej postawy (a ja o garbieniu się wiem wszystko). Piłka działa mobilizująco na mięśnie gorsetowe, co redukuje napięcia w dolnym odcinku kręgosłupa. Wzmacnia też wszystkie grupy mięśni, poprawia koordynację i równowagę. Ćwiczenia z jej zastosowaniem wymuszają napinanie zwłaszcza głębokich mięśni, które stanowią swego rodzaju pas otaczający tułów. Do tych mięśni należą (tzw. mięśnie rdzenia):
  • mięsień poprzeczny brzucha - najgłębiej osadzony, bezpośrednio połączony z kręgami lędźwiowymi,
  • mięsień wielodzielny - jest najsilniejszym mięśniem w lędźwiach stabilizującym cały kręgosłup,
  • przepona - oprócz funkcji oddechowej, wpływa również na stabilizację tułowia poprzez połączenie z kręgami lędźwiowymi,
  • mięśnie dna miednicy - łączą się z kością ogonową.
Źródła i przydatne linki:

M. 

czwartek, 5 grudnia 2013

Powrót paznokci tygodnia

Już dawno nie wstawiałyśmy moich mazańców pazurkowych. Czas to nadrobić. Przez dłuższy czas nie malowałam paznokci (musiałam je wzmocnić po chorobie), a potem nie bardzo było czym cykać fotki. Mój stary aparat nie robi za dobrych zdjęć w zbliżeniu. Ale w końcu nabyłam nowy sprzęt i te zdjęcia są wynikiem spontanicznego wypróbowania aparatu. Dlatego wybaczcie mi troszkę niedbały wygląd paznokci (zwłaszcza skórek), sesja zdjęciowa była nieplanowana. 


A poniżej lakiery, których użyłam: 
Paese nr 161
Max Factor nr 15
Catrice  nr 410
Miyo nr 116


Mam nadzieję, że się Wam podoba ;)
M.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Bo Królowa jest tylko jedna!

Dziś mijają 22 lata od śmierci Freddiego, genialnego wokalisty Queen. I z tej okazji jest ten post :) Jesteśmy fankami jego głosu i charyzmy. Może Wy też?

Źródło
Jakiś czas temu natchnęło mnie na zgłębieniu wiedzy o zespole Queen, o Freddie'm w szczególności. Co robi bibliotekarka w takiej sytuacji? Oczywiście sięga po książki. Na pierwszy ogień poszła pozycja autorstwa Petera Hince Queen. Nieznana historia. Peter jeździł z zespołem w trasy koncertowe jako "techniczny" Freda i basisty, Johna Deacona. Szczerze mówiąc książka mnie nieco rozczorowała. Mało tu informacji o życiu samego zespołu, książka powinna raczej mieć tytuł Życie członka obsługi technicznej koncertów gwiazd rocka na przykładzie zespołu Queen. Więcej tu o przeżyciach Petera Hince, ale znajdziemy tu kilka smaczków. Wiedzieliście, że fortepian, na którym grał Fred podczas koncertów był pożyczony od Eltona Johna? A piosenka Crazy little thing called love powstała pod prysznicem?

Źródło
Czułam niedosyt po tej lekturze, więc sięgnęłam po kolejną książkę. Tym razem wybrałam Freddie Mercury. Biografia legendy autorstwa Lesley-Ann Jones. I to był strzał w dziesiątkę! Ponad 300 stron o życiu Freddiego, od dnia narodzin do śmierci. A do tego mnóstwo cudownych zdjęć! Całość napisana ciekawie, bez wychwalania Freda pod niebiosa (szlag mnie trafiał jak czytałam biografię Adele, autorka ostro przesadziła z peanami na jej cześć). Mogę tą książkę całym sercem polecić dla kazdego fana Queen i Freddiego.

Źródło


A teraz trochę muzyki dla umilenia wieczoru :)

Od tego od razu chce mi się tańczyć!




A tego się bałam w dzieciństwie. Fred tu jest...straszny...

Przy tym się dobrze biega ;)


Kolejność i dobór piosenek przypadkowa. Post byłby mega długi, gdybym zamieściła wszystkie piosenki, które lubię.
M. 



piątek, 22 listopada 2013

Buty biegowe - Twój przyjaciel :)

Do napisania tego posta zainspirowała mnie Perfekcyjna Pani Domu i paskudna pogoda :) Chyba w zeszłym tygodniu PPD pokazywała jedną ze swoich cud-porad – jak dbać o buty do biegania. No i powiem Wam, że byłam w szoku, to trzeba o nie w ogóle jakoś specjalnie dbać?

No ludzie, buty to buty, chociaż jestem największą fanką moich Asicsów i kocham je miłością bezwarunkową :)
Po obejrzeniu programu i tak jakoś nie wzięłam sobie do głowy rad Perfekcyjnej, aż do zeszłego tygodnia. Brzydka pogoda, deszcze i pierwsze przymrozki. Wróciłam do domu z wieczornego biegu, patrze na buty: całe mokre, uwalone błotem, gdzieniegdzie już poprzecierane. Smutno i mi się zrobiło. Pomyślałam, że należy im się mała pielęgnacja, w końcu mam tylko je jedne i chciałabym aby posłużyły mi te 2 lata :)
Zebrałam kilka rad z Internetu jak dbać o nasze biegówki i chcę się nimi z Wami podzielić :)

Źródło

Także łan, tu, fri zaczynamy...

Kto biega ten wie, że buty biegowe to największy skarb biegacza i jego największy przyjaciel. I tak jak to ze skarbami i przyjaciółmi bywa, trzeba o nie specjalnie dbać. Biegówki są jak rower czy samochód (czasami nawet osiągają podobne ceny ;)), potrzebują specjalnego serwisu aby mogły Ci dobrze służyć podczas ciężkich treningów. Wielkie odkrycie jest takie, że po bieganiu nie tylko Ty potrzebujesz relaksu i regeneracji :)

1. Suche obuwie

Woda jest największym wrogiem obuwia, nie tylko sportowego :) Sprawia, że but się rozkleja, traci swój kształt i się kurczy. Po każdym biegu sprawdź czy są suche, jeśli nie to przetrzyj je suchą ściereczką lub ręcznikiem papierowym.

2. Buty do biegania są DO BIEGANIA!

To jest chyba rada, która najbardziej we mnie godzi. Uwielbiam moje buty, są tak mega wygodne, że chodzę w nich również na co dzień (pewnie "wytrawni biegacze" robią teraz facepalm).
Według wielu mądrych portali dla biegaczy okazuje się że używając butów do biegania na co dzień szybko okaże się że przestaną zapewniać mi komfort podczas biegania. Dzieje się tak dlatego, że podczas tworzenia moich Asicsów producent koncentrował się tylko na jednym trybie ruchów – takim, który następuje w trakcie biegu. Więc używając ich przy innym rodzaju ruchu powoduję przedwczesne zużycie i szybszy zanik cech zapewniających mi bezpieczeństwo podczas biegu.

3. Odpoczynek

Tu zdania są podzielone. Niektórzy uważają, że do biegania potrzebujemy przynajmniej dwóch par butów – zmieniamy je co trening, aby poprzednie odpoczęły. Inni uważają, że owszem 2 pary nam się przydadzą ale pod warunkiem, że biegamy codziennie, w innym wypadku może być jedna para. Już Wam piszę dlaczego tak jest.
Jak już wiecie buty do biegania zrobione są ze specjalnych materiałów, które "pracują" i odkształcają się podczas, gdy my rozkoszujemy się biegiem np. pianka w podeszwie zbija się i potrzebuje czasu na odzyskanie swojego kształtu. Dlatego jeśli biegasz codziennie potrzebujesz dwóch par butów. Niektórzy mówią nawet, że but potrzebuje 48h odpoczynku ale wydaje mi się to bardzo radykalne, przy moim 5 km biegu na pewno nie "zmęczę" ich tak jak ktoś, kto pruje 15-20 km :)

4. Pielęgnacja

Buty w odróżnieniu od ubrań nie są przystosowane do prania w pralce. W taki sposób mogą się odkształcić i stracić swoje właściwości. Poniżej znajdziesz 2 porady, jak dbać i czyścić buty:

TU znajdziesz poradę Perfekcyjnej Pani Domu

Źródło

Oto instrukcja z magazynu Runner's World jak krok po kroku czyścić buty:
1. Wyciągnij z butów sznurówki i wkładkę.
2. Lekko zmocz obuwie czystą wodą. Nigdy nie zostawiaj butów zamoczonych w wodzie, szczególnie ciepłej, żeby się "odmoczyły z brudu" - mogą się porozklejać i zniekształcić.
3. Do wstępnego oczyszczenia użyj delikatnej szczoteczki (może to być nawet stara, miękka szczoteczka do zębów) i kilku kropli detergentu.
4. Opłucz buty pod bieżącą wodą.
5. Wyczyść szczoteczką także wkładkę i sznurówki.

A może Wy macie jakieś specjalne metody na dbanie o buty? No i czy tylko ja tak kocham swoje, że chodzę w nich na co dzień? No może nie na co dzień ale zdarzało mi się to dość często. Na szczęście idzie zima, więc kozaki będą lepszą opcją ;)

E.

wtorek, 19 listopada 2013

Co mnie motywuje



Kilka dni temu, kiedy rozkładałam na podłodze swoją matę do ćwiczeń, mój narzeczony zapytał z małym niedowierzaniem „Naprawdę Ci się chce?”. Pewnie, że mi się chce! To pytanie natchnęło mnie do napisania tego posta. Co mnie motywuje:

1. Widzę rezultaty moich starań. Moja droga do obecnej wagi jest długa i pełna złych decyzji i nietrafionych działań (hmm.., a może post Moja fitnessowa historia?). Ale od kiedy porządnie wzięłam się za siebie, zaczęłam inaczej jeść i ćwiczyć coś innego niż machanie nóżką i bezsensowne trzaskanie brzuszków, widzę rezultaty moich starań. Od początku mojej „drogi” schudłam 10 kg.

2. Komplementy od narzeczonego, rodziny i znajomych. Ł. (narzeczony) ciągle chwali moją talię, uwielbiam tego słuchać :) I koleżanki z pracy ciągle powtarzają, że tak fajnie teraz wyglądam, tak o siebie dbam. A pani z sekretariatu, wspominając początki mojej pracy zapytała „Pani Marto, a z pani to taka fajna kluseczka była, prawda?”.

3. Ewelina, która rano w pracy pyta „Ćwiczywszy?”. Dobrze jest mieć kogoś, kto Cię wspiera i motywuje do dalszej pracy.

4. Jestem zdrowsza. Od kiedy zmieniłam dietę skończyły się niektóre moje dolegliwości, cera i włosy też się poprawiły. Aktywność fizyczna wspomaga też maje leczenie endokrynologiczne.

5. Poprawa kondycji. Jeszcze niedawno mogłam tylko pomarzyć o zrobieniu choć jednej męskiej pompki, a biegania szczerze nienawidziłam. Teraz jestem dumna z siebie i ciągle pracuję na jeszcze lepsze rezultaty.

6. Wiem co mi grozi. Moja siostra jest przykładem młodej kobiety z problemami hormonalnymi, która za bardzo nic z tym nie robi. Pochłania duże ilości fast foodów i cukru, nie uprawia żadnego sportu. Jest otyła, co przy naszym mikrym wzroście bardzo rzuca się w oczy. Chorujemy na to samo, więc najprawdopodobniej wyglądałabym tak jak ona.

7. Mam więcej energii. Po skończonym treningu jestem w stanie zrobić więcej niż zrobiłabym po obejrzeniu nowego odcinka „Supernatural”. Ogarnę mieszkanie, poczytam książkę, ozdobię doniczkę decoupagem. A potem obejrzę swój serial.

8. Pomiary i zdjęcia. Dzięki temu czarno na białym widzę ile mnie ubyło. 


Źródło

Oglądam czasami zdjęcia „przed” i „po” zamieszczone w sieci, ale podchodzę do nich dość sceptycznie. Moja przygoda z Ewą Ch. nuczyła mnie sceptycznego podejścia to treningów-cud. Teraz wolę oglądać zdjęcia dziewczyn, które ciężko pracują na swoje ciało, zarówno na siłowni jak i w kuchni. 

Źródło
Źródło
M.

piątek, 15 listopada 2013

Wzmocnij się przed zimą!

Niestety prawda jest taka, że lato jest już hen, hen za nami, a przypomina o tym jedynie resztka opalenizny na ciele :( Dni są coraz krótsze i z dnia na dzień robi się coraz chłodniej. Zwiększa się ryzyko zachorowania, nasz organizm stopniowo robi się osłabiony i jesteśmy wrażliwsi na bakteryjki latające wokół nas. Co by tu zrobić aby pomimo zimna i pluchy za oknem nie wylądować w domu pod kocem z herbatą i cieknącym nosem? Są na to sprawdzone domowe sposoby! Oto kilka z nich:

Dieta, bogata w warzywa i owoce, które wzmocnią Twój organizm:
Źródło

Jedz warzywa i owoce 5 razy dziennie. Najlepiej wybieraj te, które obfitują w witaminę C, która wzmacnia naczynia krwionośne, zabija wolne rodniki, spowalnia starzenie się organizmu, wzmacnia odporność, wpływa na kondycję kości i stawów. Cenne warzywa i owoce to m.in. marchew, cebula, szpinak, brokuły, natka pietruszki, pomidory, papryka, cytrusy, porzeczki, truskawki, kiszona kapusta. Tylko 15 dkg tych owoców zapewni Ci połowę dziennego zapotrzebowania na tę witaminę!
Warto pamiętać również o składnikach obfitujących w inne witaminy i pierwiastki np. cynk, wapń, miedź (wszystkie stymulujące odporność). Miedź znajdziesz w  orzechach, pestkach dyni czy czekoladzie. Cynk przede wszystkim w rybach i owocach morza, wątróbce, roślinach strączkowych, jajkach.
Gdzieś przeczytałam, że przynajmniej raz w tygodniu warto jeść drób, bo zawiera witaminę B12, która również wzmacnia układ immunologiczny.

Jesień i zima to nie najlepsze okresy na restrykcyjne diety, ponieważ głód zmniejsza odporność organizmu!

Źródło
Świetnymi pomocnikami są również Aloes (z tym trzeba troszkę uważać i po kilku tygodniach stosowania zrobić 2 tyg. przerwę), herbata z pokrzywy (bogata w wit. A,B,C), nalewka z dzikiej róży (kieliszeczek dziennie - przepis TU), sok z czarnego bzu (rozgrzewa i obniża gorączkę, działa przeciwbólowo, wykrztuśnie, wit. A, B1, B2 - przepis TU). Mleko z miodem - klasyk :)

Pamiętaj o ruchu - ruch to zdrowie i tyczy się również (a może w szczególności) okresu jesienno-zimowego. Ćwicząc na powietrzu hartujesz organizm - to po pierwsze! Po drugie wysiłek fizyczny usprawnia krążenie krwi. Dobre krążenie oznacza, że tlen i inne składniki odżywcze docierają do tkanek, dzięki czemu substancje toksyczne są sprawnie usuwane w Twojego organizmu. Dzięki temu układ odpornościowy nie musi trwonić niepotrzebnie sił na oczyszczanie organizmu. Pamiętaj jednak, żeby dawkować ruch z głową, nie przegrzewać się, nie zamęczać (bo wtedy osłabisz organizm i przyniesie to odwrotny skutek. O tym jak należy biegać i ubierać się w tym okresie pisałam już w poście Winter is coming, więc nie będę się powtarzać :)

Stres i sen - słynni amerykańscy naukowcy już dawno odkryli, że stres i niewystarczająca ilość snu źle wpływają na odporność organizmu (zmniejszają odporność na choroby zapalne i infekcje).
Odgałęzienia włókien nerwowych wnikają bowiem do tkanek węzłów chłonnych, śledziony, szpiku kostnego i grasicy, czyli narządów, w których powstają i są przechowywane białe krwinki produkujące przeciwciała. Dodatkowo w trudnych sytuacjach organizm wydziela tzw. hormony stresu. Gdy stan taki trwa długo, może to doprowadzić do uszkodzenia limfocytów T w grasicy i uwolnienia ich do krwiobiegu zanim osiągną pełną dojrzałość. Poza tym, kiedy się denerwujemy następuje wyrzut adrenaliny, co – z jednej strony – mobilizuje hormony zwiększające stan odporności (np. uwalniając ze szpiku do krwi większą ilość leukocytów), ale z drugiej – powoduje skurcz części naczyń krwionośnych, co otwiera drogę infekcji.
Śpiąc mniej niż 7 godzin na dobę jesteśmy trzykrotnie bardziej narażeni na zachorowania, niż śpiąc 8 godzin! Lek jest prosty: mniej stresu, więcej snu, czekolada i orzechy! 

Suplementy diety - witaminy szczególnie nam potrzebne w tym okresie to A, C i E. Oczywiście najlepiej "uzyskać je" stosując odpowiednią dietę ale pomocne w tym mogą być również suplementy (byle nie głównie!). Ja - Ewelina w tym okresie łykam Rutinoscorbin (przy okazji na krwotoki z nosa) oraz tran w kapsułkach (dobry na wszystko).

Źródło
To chyba wszystko. Mam nadzieję, że czytając to i biorąc do siebie dołączysz do grona niechorujących w tym paskudnym okresie :) 
Może Wy macie jakieś dobre i sprawdzone sposoby na niezachorowanie? :) 

E.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Dlaczego nie lubimy diety Dukana

Chyba każdy z nas na jakimś etapie odchudzania/diety/przechodzenia na zdrowy tryb życia szukał odpowiedniej dla siebie diety. Wybór jest bogaty: South Beach, kopenhaska, Montignaca i wieeeeele innych. No i Dukan. Taki fajny, skuteczny, można dużo mięcha jeść, są jasno określone zasady. Po zapytaniu wujka Google o dr Dukana wyskakuje nam mnóstwo linków do opisów diety, efektów po niej, przepisów i jadłospisów. Ja dziś nie będę się rozpisywać na temat założeń tej diety, faz i dozwolonych produktów. Nie napiszę nawet ile kg można stracić. Ale za to napiszę czemu jej nie lubię. I to nie będą suche fakty typu: brak wszystkich składników odżywczych, zagrożenie zakwaszenia organizmu itp. Opiszę Wam 4 przykłady z życia wzięte.
1. Ciocia mojego narzeczonego. Zdarzyło jej się zemdleć raz, chyba w cerkwi. No ale cóż, duszno było, zdarza się. Ale po paru dniach zemdlała znowu, dla odmiany w domu. Dopiero wtedy przyznała się córce, ze jest na diecie Dukana.
2. Mój szwagier. Razem z żoną, a moja siostrą, postanowili przejść na dietę. Padło na Dukana, bo się naczytali, że są efekty nawet bez włączenia ćwiczeń fizycznych. No i chudli sobie radośnie. Aż dieta się skończyła a przyszło mega jojo. A jakiż czas temu szwagier wylądował w szpitali z wrzodami na dwunastnicy. Podobno dietka mogła się przyczynić do przyspieszenia procesu.
3. Moja siostra. Dziewczyna dwudziestoparoletnia, której cholesterol poszybował na diecie pod niebo. Prawie jak nasz tatuś, zawałowiec. I jojo jak u męża.
4. Koleżanka (nazwijmy ją E. ale nie Ewelina:)). Mój ulubiony przykład, którym straszę wszystkich znajomych na tej diecie. Dziewczyna w wieku mojej siostry, na diecie była, pięknie chudła. Aż tu nagle przyszło jej się przeprowadzić. Mąż poradził jej, żeby porzuciła na parę dni kolegę Dukana, i zaczęła jeść "jak człowiek", bo nie będzie miała siły pudeł nosić. E. pokiwała główką i na śniadanie kupiła bułki. Pyszne, świeżutkie bułeczki. Ugryzła kanapkę i.....zostawiła w niej ząb. Górną jedynkę. Dieta osłabiła jej organizm, a co za tym idzie i zęby!
I dlatego nie lubię diety Dukana. Ktoś chętny na dietkę?

Źródło

M.