piątek, 14 kwietnia 2017

Chciałabym/chciałbym zacząć prowadzić Bullet Journal, ale....- rozwiewam niektóre wątpliwości

Swoje BuJo prowadzę od lipca i wiem, że znalazłam swój organizer idealny. Ma wszystko to, czego akurat potrzebuję, bo sama decyduję co znajdzie się na każdej stronie. Z entuzjazmem opowiadam o nim swoim znajomym, wspominam na forach o organizacji czasu. Należę też do grupy fejsbukowej. Właśnie powtarzające się pytania z tej grupy i rozmowy ze znajomymi natchnęły mnie do tego wpisu. Może dzięki niemu ktoś niezdecydowany jednak spróbuje :)


A więc z jakimi wątpliwościami się spotkałam?
1. Nie umiem rysować, jestem za mało kreatywny/a
Wiem, że w mediach społecznościowych jest całe mnóstwo zdjęć BuJo, które przypominają szkicownik studenta ASP. Sama lubię je oglądać, zbieram na Pintereście inspiracje. Należy jednak pamiętać, że Bullet Journal to przede wszystkim narzędzie do organizacji czasu. Wszelkie rysunki, naklejki, tasiemki są opcjonalne.


2. Nie mam czasu na takie zabawy, takie rysowanie wszystkiego na pewno długo trwa
Może na początku tak, szczególnie jak się chce, żeby wszystko było równe. Ale jak już znajdziesz "swój" schemat wszystko idzie szybciutko. Rysowanie tygodniówki trwa u mnie kilka minut. Poza tym, skoro brak Ci czasu, BuJo by się przydało, żeby go zorganizować ;)

 
3. Ojej, co powinnam kupić? Który notes wybrać?
Zanim zaczniesz wydawać miliony monet na drogie notesy, brushpeny i zestawy do kaligrafii, weź pierwszy lepszy zeszyt i długopis. Sprawdź, czy ten system planowania Ci odpowiada. Fakt, na pierwsze BuJo kupiłam nowy notes, ale mnie nie można wpuszczać do papierniczego. No i mój notes kosztował jakieś 20 zł, nie był to od razu Leuchtturm1917, który kosztuje 3 razy więcej. 


4. Zacznę, jak tylko kupię jeszcze....
Tyle pięknych notesów, pisaków, uroczych naklejek i taśm washi. Najpierw zacznijcie prowadzić Bullet Journal, potem gromadźcie przydasie. Popełniłam ten błąd przy zabieraniu się za Project Life. Kupowałam karty, naklejki, ozdoby, a nie miałam nawet wywołanych zdjęć. Góra przydasi rosła, a album był pusty. Zacznij od pierwszego lepszego zeszytu i pisaka, z zakupami zawsze zdążysz. A wierz mi, jak się wciągniesz w bujowanie, to bez zakupów się nie obejdzie ;)


5. Co musi się znaleźć w BuJo?
To jest w tym systemie najpiękniejsze: nic nie musisz, wszystko możesz. Na początku zastanów się, czego potrzebujesz do organizacji czasu i to sobie rozrysuj. Gwarantuję, że modyfikacji nie unikniesz. Ja np. zrezygnowałam z indeksu i chyba 4 razy zmieniałam układ tygodniówki, zanim znalazłam ten najwygodniejszy dla mnie. Teraz wszystkie listy przenoszę do oddzielnego notesu, ponieważ wiele z nich jest długoterminowych i nie chce mi się ich przepisywać do kolejnych BuJo, ani w razie potrzeby grzebać w starych notesach. Ale do wszystkich rozwiązań trzeba dojść samodzielnie. A jak pomysłów brak członkowie grupy fejsbukowej na pewno pomogą. Kluczem do znalezienia odpowiedniego schematu jest próbowanie wszystkiego w praktyce. A jak coś nie pasuje? Przewracasz stronę i próbujesz od nowa.

Macie jeszcze jakieś pytania lub wątpliwości?

        

poniedziałek, 20 marca 2017

Wyniki rozdania!

Czas ogłosić do kogo powędruje egzemplarz Magii olewania. Wasze nicki zostały zapisane na karteczkach i zwinięte w ciasne zwitki. Niezależna i bezstronna maszyna losująca, czyli kot, wylosowała szczęśliwego zwycięzcę. Proszę o wysłanie mi adresu do wysyłki na maila prettylittlelibrarians@gmail.com, czekam do końca tygodnia. Gratuluję!

środa, 15 marca 2017

Chcesz poznać tajniki magii olewania? Czytaj dalej!

Dziś ma miejsce premiera książki Sarah Knight Magia olewania wydanej przez Wydawnictwo Muza. A o co chodzi w tej książce? Wszystko tłumaczy podtytuł: Jak przestać spędzać czas, którego się nie ma, z ludźmi których się nie lubi, robiąc rzeczy, których się nie chce robić.


Jeżeli tytuł i szata graficzna skojarzyła się Wam z książkami Marie Kondo, to skojarzenie jak najbardziej trafne. Sarah Knight zaczęła od posprzątania w mieszkaniu z pomocą poradników Kondo, a potem przeszła do sprzątania w życiu. Opracowała metodę "Zero Żalu", którą dzieli się w swojej książce. Ten poradnik pomoże Wam pozbyć się poczucia winy, pokaże jak olać to co nas nie obchodzi skutecznie, a przy tym nie wyjść na zołzę. Książka pełna jest dowcipnych, ale bardzo życiowych przykładów opisujących, jak zmiana priorytetów pomoże poprawić komfort życia i zaoszczędzić mnóstwo czasu i pieniędzy. Omawia oddzielnie 4 sfery życia: 
  • rzeczy,
  • pracę,
  • przyjaciół, znajomych i obcych,
  • rodzinę.



ROZDANIE
Jeśli chciałbyś otrzymać swój egzemplarz Magii olewania napisz mi to w komentarzu pod tym postem. Masz czas do poniedziałku 20 marca do godziny 12. Zwycięzcę wylosuję i ogłoszę tu i swoim fanpage'u również w poniedziałek ok. 21.00. Zapraszam do zabawy!

piątek, 10 marca 2017

Recenzja książki "SPORTSmama. Wróć do formy w 12 tygodni po porodzie"

 Czy ja już wspominałam, że urodziłam dziecko? ;)

Miałam ambitny plan ćwiczenia w ciąży, miałam być fit mamuśką. Cóż, życie zweryfikowało moje plany. Ciążę znosiłam źle, szczytem moich możliwości były ćwiczenia w szkole rodzenia 2 razy w tygodniu. W ciąży przybyło mi 12 kg, które w sumie już straciłam, ale wygląd ciała pozostawia wiele do życzenia. Córka ma już 4 miesiące, czas najwyższy więc się brać do roboty. Natchnienia do ruszenia tyłka szukałam w książce Aleksandry Rożnowskie SPORTSmama. Wróć do formy w 12 tygodni po porodzie.


Pani Aleksandra jest trenerką i fizjoterapeutką, a do tego mamą, która też musiała nieco się pomęczyć, żeby wrócić do formy. Jeżeli macie ochotę, odwiedźcie jej:

A teraz o samej książce. Będzie w punktach, bo starałam się opisywać wrażenia na bieżąco.
  • Poruszony temat ciąży, samopoczucia i dozwolonych aktywności. Od siebie dodam, że jeśli macie możliwość uczestniczenia w zajęciach w szkole rodzenia, to ja bardzo poleca. Nie tylko można się poruszać, porozciągać, ale przy okazji nauczycie się prawidłowego oddychania (baaaardzo pomocne przy porodzie) i ćwiczeń mięśni Kegla. 
  • Opisana aktywność po porodzie, pokazane ćwiczenia krążeniowe i przeciwzakrzepowe. Teoria piękna, ale jakoś nie widzę siebie ćwiczącej cokolwiek na oddziale poporodowym.
  • Opisane dwie bardzo ważne kwestie, których nie znajdziecie w "zwykłych" poradnikach odchudzania. Chodzi tu o wysiłkowe nietrzymanie moczu i rozstęp mięśnia prostego brzucha. te dwa problemy dotykają wiele kobiet po porodzie, nieważne czy rodziły siłami natury czy przez cesarskie cięcie. Przy doborze treningu bardzo ważne jest określenie, czy nastąpił ten rozstęp mięśnia, bo nie wszystkie ćwiczenia są przy nim dopuszczalne. Pani Aleksandra opisuje jak to sobie zdiagnozować i przy każdym ćwiczeniu na brzuch zaznacza, czy można je wykonywać. Pokazuje też ćwiczenia dna macicy, które pomagają pozbyć się problemu nietrzymania moczu.
  • Książka zawiera mnóstwo ćwiczeń, w tym trzy treningi z dzieckiem: na rękach w chuście i w wózku na świeżym powietrzu. 
  • Mamy rozpisany dokładny trening na każdy dzień 6-tygodniowego cyklu. Najpierw trenerka skupia się na prawidłowej technice wykonywania ćwiczeń, co baaardzo mi się spodobało. Opisane są przysiady, brzuszki i plank. Niby proste ćwiczenia, ale ich technika jest bardzo ważna.
  • Zamiast długich sesji cardio, pani Aleksandra proponuje tabatę i treningi HIIT, które są krótsze, ale świetnie spalają tłuszcz. A wiadomo, że przy małym dziecku czas jest towarem deficytowym. 
  • Wszystkie ćwiczenia są szczegółowo opisane i zilustrowane zdjęciami.
  • Mamy też kilka rad o planowaniu i odżywianiu.
  • Przyznaję bez bicia, że ostatni rozdział o infekcjach intymnych ominęłam.
 



Książkę oceniam bardzo pozytywnie. Porusza problemy, z którymi borykają się mamy wracające do formy i motywuje do działania. Skupia się bardziej na treningu niż na odżywianiu, ale podstawowe zasady zdrowej diety też tu są. Trening jest rozpisany dzień po dniu, nie musimy się zastanawiać, co dziś ćwiczyć. Ćwiczenia są bardzo dokładnie opisane i zilustrowane. I chyba działają, zajrzyjcie na bloga autorki, są tam zdjęcia z efektami innych ćwiczących mam. 


 
 Teraz tylko zostaje ruszyć tyłek :)